Waleczne Serca


Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.

środa, 23 lipca 2014

Sete

Jun mnie zadziwiał. Z wysoko podniesioną głową chodził do lekarza i zaczął terapię. Nie przerwał studiów, a jeszcze bardziej skupił się na nauce. Czego się w sumie spodziewałam? Krzyków, płaczu i użalania się nad sobą z jego strony? Był nieśmiały, ale nigdy się nie użalał. Byłam z niego dumna. 

Reszta naszych przyjaciół dowiedziała się o chorobie przedwczoraj. Powiedział im, że ma raka, poprosił, żeby uszanowali jego prywatność, o nic nie pytali ani nie poruszali tego tematu. Chciał czuć ich bliskość i wsparcie, bez pytań o terapię, szpitale i samopoczucie, które by go tylko dobijały. 

Jun przechodził przez chemioterapię, Felipe nie skontaktował się ze mną. Byłam głupia. Oczarowana jakimś Brazylijczykiem, który pewnie traktowałby mnie jak zabawkę. Brazylijczycy nie są narodem słynącym z wierności. I może dobrze, że Felipe do mnie nie zadzwonił. Po co mi facet, który się mną pobawi i rzuci w kąt? Tęskniłam za domem. Za tętniącym życiem Portoryko, polską kuchnią, dziadkami i Warszawą. Brakowało mi polskiego języka i kultury naszego kraju. 

Całą swoją frustrację wyładowywałam na treningach piłki ręcznej. Trener kiwał z zadowoleniem głową. Nazywał to moim wielkim entuzjazmem do gry. Szkoda tylko, że nie wiedział, że to nie jest żaden entuzjazm, ale moja wściekłość i frustracja z życia codziennego. Praca, uczelnia, choroba Juna, tęsknota za rodziną i Europą. Trochę się tego nazbierało, ale pozbywałam się stresu na treningach. 
Dziewczynom również udzielił się mój "entuzjazm" i byłyśmy tak zgrane, że założyłabym się, że potrafiłybyśmy grać nawet z zamkniętymi oczami. Idealnie maskowałyśmy swoje słabości. Podczas meczów stawałam się tak agresywna i skupiona na grze, że sama siebie nie poznawałam. Odczuła to raz na sobie kapitan Tokijskiego Instytutu Technologii, która próbując mnie zablokować, odbiła się ode mnie niczym piłeczka, wybijając sobie przy tym bark. Nigdy nie zapomnę jej wrzasku, grymasu na twarzy i płaczu. Nie lubiłam tej dziewczyny i nie miałam dla niej współczucia i empatii. Rok temu faulowała mnie i próbowała poniżyć Kirę. Jej obsceniczne gesty, przygłupie miny i poniżające spojrzenia pamiętałam już rok temu, gdy grałyśmy o mistrzostwo przeciwko jej uczelni. A teraz, gdy schodziła z boiska z zapłakaną twarzą, ani trochę nie było mi jej szkoda. Karma jest suką. Tak agresywna gra pomagała mi pozbyć się stresu. Nawet czyimś kosztem. 
Górowałam w statystykach, byłam oklaskiwana przez studentów - kibiców. Nasza drużyna nagle została najbardziej rozpoznawana w uczelnianej lidze, a na korytarzach każdy się nam kłaniał. Nikt oprócz studentów nie śledził ligi uniwersyteckiej i bogu dzięki, bo bałam się, że presja rzuci mnie w jakąś przepaść. 

Raz trafiłam na trzecią stronę tygodniowej gazety Tokio. Tygodnik był darmowy, dostępny w każdym, najmniejszym nawet sklepie. Poziom dziennikarski tych artykułów mnie czasem dobijał i rozśmieszał do łez, ale i tak każdy to czytał. 
Moje zdjęcie zdobiło całą stronę i właściwie to przerażało mnie ono. Spocona, wysoka blondynka, z wściekłością na twarzy rzuca piłkę do bramki. Wokół mojej klatki piersiowej wił się biały, długi wąż, a w tle dorysowana była jakaś mistyczna kreatura. Pobiegłam z tym do Juna, aby przetłumaczył mi znaczenie tych rysunków. Po japońsku mówiłam biegle, ale nie znałam się na mitologii azjatyckiej. 
Biały wąż był symbolem japońskiej bogini szczęścia, a dorysowana w tle, anonimowa postać, bogiem wojny. 
"To mieszanka walki i szczęścia. Jesteś szczęściem, bo dzięki tobie drużyna się odrodziła w lidze uniwersyteckiej, ale jesteś tak agresywna na boisku, że ludzie się czasem ciebie boją". - tak mi to wytłumaczył Jun, zaśmiewając się przy tym z mojej niewiedzy. 
Opisano moją drużynę jako "najbardziej zgrana drużyna uniwersytecka w tegorocznej lidze". Byłyśmy faworytami do wygrania mistrzostw i jak głosił ten tygodnik, przegrane drużyny kibicowały właśnie nam. 

***

20 kwietnia, Tokio

Egzaminy, egzaminy... Już za miesiąc. Z "moimi chłopakami" wylądowałam w uczelnianej bibliotece, kując do egzaminów. Byłam jedyną kobietą w mojej grupie. Były jeszcze cztery, ale odpadły na pierwszy roku. Byliśmy dość zgraną grupą i czasem uczyliśmy się razem. Na pierwszym roku traktowali mnie trochę z pobłażaniem, bo informatyka na moim uniwersytecie była raczej męskim kierunkiem. Zmienili swoje nastawienie, kiedy pokazałam im na co mnie stać. 

Wymruczałam pod nosem kilka polskich przekleństw, zakreślając na kartce obliczenia kolegi. Jak można być tak tępym? 
-Jotaro. - warknęłam cicho, kopiąc go w kostkę pod stołem. 
Krótkowłosy mężczyzna spojrzał na mnie ze zbitą miną. 
-Sprawdziłaś? 
-Sprawdziłam. Wszystko źle. - zwinęłam kartkę w kulkę. - Tabliczki mnożenia nie umiesz? 
-Umiem. 
-8 razy 8? 
-64. - warknął na mnie i rzucił mi wściekłe spojrzenie. 
-To skąd ci się to 68 wzięło, tępaku? 

Zrobiłam zamach i rzuciłam papierową kulką w Jotaro. Trafiłam w głowę. 
Napuszył się zabawnie, próbując mi oddać. Zrobiłam unik. 

-Wredna. - prychnął pod nosem. 

Jotaro był zabawny. Chciał zostać programistą, tak jak ja. Założyliśmy się na pierwszym roku które z nas pierwsze dostanie wymarzoną pracę. Byłam dobra w matematyce, czym on nie mógł się pochwalić. Do dziś nie wiedzieliśmy po co ten facet chce być programistą. Nie znosił matematyki, skomplikowanych obliczeń, przysypiał na zajęciach... Z jednej strony było mi go szkoda, bo od razu widać było, że Jotaro w ogóle nie nadaje się do pracy w I.T; ale nabijałam się z niego niemiłosiernie. Był naszym kozłem ofiarnym. Pomagaliśmy mu w nauce i jakoś to wszystko zdawał. Pojęcia nie mam jak, ale dawał radę. Widać, że jak się człowiek uprze i zmotywuje, to da sobie radę.

Do naszego stolika podeszła pracownica biblioteki. 
-Mada-de-lejna. - kobieta wydukała z trudem. - Telefon do ciebie. 
Uniosłam zdziwiona brwi. 
-Telefon? - spojrzałam na nią zaciekawiona. 
-W recepcji. W głównym budynku. To ponoć coś ważnego.

Co?! Wszyscy mają mój numer telefonu. Kto dzwoniłby na uczelnię? Rzuciłam do kolegów krótkie "zaraz wracam" i czując na sobie ich zdziwione spojrzenia, podążyłam za kobietą do głównego budynku na uczelni. Pośpieszała mnie przy tym mało dyskretnie, więc prawie biegłyśmy. Nie mogli przekierować tej rozmowy z recepcji do biblioteki? W bibliotece też był telefon. Nic z tego nie rozumiałam. 

W recepcji sekretarka podała mi słuchawkę i uśmiechnęła się pogodnie.
-Halo? 
-Magdalena? 
-Tak. A z kim rozmawiam?
-Felipe. 

Co?! Ten sam Felipe? 

-Ten Felipe? - dociekałam się.
-A znasz jakiegoś innego? - zaśmiał się. - Ostatnio rozmawialiśmy w szpitalu, pamiętasz? Chyba mnie nie pamiętasz. Przepraszam. 
-Jak mogłabym zapomnieć! - uśmiechnęłam się szeroko. 

A jednak zadzwonił! Od razu zrobiło mi się cieplej na sercu. Cały mój stres, agresja i frustracja nagle zniknęły. Czułam się dziwnie spokojna i odprężona. 

-No właśnie... - westchnął po drugiej stronie. - Podczas pakowania zapodziałem gdzieś twoją wizytówkę i nie mogłem jej znaleźć. Głupio mi teraz, bo obiecałem, że zadzwonię. Szukałem o tobie informacji w Internecie, ale też nic ciekawego nie znalazłem. Nawet na Facebooku cię nie ma. 
-Jestem. Ale nie ma tam mojego pełnego imienia i nazwiska. - przerwałam mu. 

On mnie szukał! A myślałam, że mnie olał.  

-Dziś gramy mecz w Tokio i u mojego masażysty znalazłem jakąś gazetkę sprzed dwóch tygodni. Przeglądałem ją podczas zabiegu i na trzeciej stronie jest twoje zdjęcie. 
-Tak się jakoś złożyło. - wydukałam zażenowana. 

On ma własnego masażystę? Widział moje brzydkie zdjęcie na trzeciej stronie. 

-Jesteś sławna. - zaśmiał się. - Myślałem, że ta twoja piłka ręczna to tylko hobby, a to jednak wygląda na coś poważnego. 
-To tylko hobby. Naprawdę. - machnęłam ręką, prawie strącając przybory z biurka i posłałam sekretarce przepraszające spojrzenie. - Chcę być programistką, a nie sportowcem.
-W takim razie będę trzymał kciuki. Za karierę i za mistrzostwa. 
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się szeroko do słuchawki. 
-Masz teraz jakieś zajęcia albo wykłady? 

Mam dużo nauki do egzaminów, ale dla ciebie rzucę wszystko!

-Nie. Jestem wolna. - skłamałam. 
-To świetnie, bo właśnie stoję pod twoją uczelnią! Pod halą sportową.
-To daj mi pięć minut, zaraz tam będę.
-Czekam. 
-To do zobaczenia. - odłożyłam słuchawkę, nie dając mu już nic powiedzieć. 

Pobiegłam do biblioteki i w pośpiechu spakowałam swoje rzeczy. Przerzuciłam torbę z laptopem na ramię i przeprosiłam chłopaków, mówiąc, że wypadło mi ważne spotkanie. 

-Kobieto, uspokój się. - warknął na mnie Jotaro, kiedy niechcący prawie zrzuciłam jego laptopa. 
-Przepraszam. - wymruczałam. - Jak ja wyglądam? - rozpuściłam włosy i spojrzałam pytająco na grupkę facetów. 
-Tak jak zawsze. - odpowiedzieli chórem, na co przewróciłam oczami.

Pożegnałam się z nimi raz jeszcze i szybkim krokiem opuściłam budynek uczelni. W drodze do hali sportowej, wymijałam duże grupy studentów, a po mojej głowie krążyło setki myśli. Zadzwonił, pamiętał o mnie.
Stanęłam pod halą, próbując znaleźć go w tłumie studentów. Jest! Siedział na ławce, rozmawiając z jakimiś dziewczynami. 
Podeszłam do niego wolnym krokiem i natychmiast spotkałam się z jego ciepłym spojrzeniem. 

_________________________________________________________________________________
Ta-dam! Ciąg dalszy nastąpi :D. 
Przepraszam za opóźnienia, problemy rodzinne. 
Nie, nie mam piętnastu lat, jak wam się może wydawać przez ten styl pisania. Piszę jak dziecko w podstawówce. Nie używam na co dzień języka polskiego i ten blog ma mi jako tako pomóc z pisaniu po polsku. Nie zapominam języka, ale czasem walę orty za ortami. 








4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Dla niego rzuci wszystko? Nie wiem czemu, ale takie podejście średnio mi odpowiada po dwóch, a właściwie jednym spotkaniu. Czekam jednak na ciąg dalszy, bo to Twoja historia. Pisz szybko następny.
Pozdrawiam
Vea
www.siatkarskie-miniaturki.bloog.pl

Unknown pisze...

Nie rzuci wszystkiego dla faceta :). Przecież dopiero się spotkali, a Magda jest w trakcie studiów. Na randkę jeszcze nawet poszli, a Ty mi już tu o rzucaniu wszystkich planów i wielkiej miłość aż po grób :D. Powoli.

Akcja będzie się toczyła w Japonii, Brazylii, Polsce i Turcji, więc jeszcze dużo, dużo przed nimi.

Obiecam, że postaram się nie robić z tego drugiej "Mody na Sukces".

Jak masz jakieś pomysły, to podrzuć mi je w komentarzu :).

Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

To ma być Twoja historia i Twoje pomysły. Moje możesz poznać na moich blogach. Jeśli chcesz pogadać czy poznać moje domysły co wydarzy się w Twojej historii to napisz najlepiej na asku: http://ask.fm/vea2204 . Do Ciebie zaglądam często, ale po kolejnych odwiedzinach kiedy nie ma kontynuacji nie sprawdzam komentarzy. Ten akurat rzucił mi się w oczy, ale mogę przegapić Twoje cenne uwagi, a na asku, czy na gg nie ma takiej opcji, żebym coś przeoczyła. Dodaj nowy rozdział jak najszybciej.
Pozdrawiam
Vea

Anonimowy pisze...

U mnie pojawiła się historia Zbyszka.
Pozdrawiam
Vea

Prześlij komentarz

 
Copyright © Waleczne serca | Theme by BloggerThemes & frostpress | Sponsored by BB Blogging