Marzec minął w zawrotnym tempie. Z
Kirą widziałyśmy się tylko na treningach. Obie byłyśmy ostatnio
bardzo zajęte. Biegałam między uczelnią, pracą i treningami.
Trener nas nie rozpieszczał. Dodatkowo ściągnął skądś jakiegoś
pajaca od wychowania fizycznego, który zajmował się naszym
treningiem na siłowni. Na początku strasznie marudziłyśmy, ale
opłacało się tak ostro trenować, bo czułam się silniejsza i
zdrowsza.
Jun również był bardzo zajęty. Jakiś scenarzysta
zobaczył go na występie uczelnianego teatru. Zaprosił go na
casting i mój przyjaciel dostał ważną rolę w jakimś spektaklu.
Nie lubiłam spektakli, bo zawsze wydawały mi się przesadzone i
sztuczne. Byłam na pięciu występach grupy teatralnej Juna i żaden
mi się nie podobał. Nie lubiłam melodramatów. Zdarzało mi się
bywać na zajęciach tańca współczesnego, ale chodziłam tam
raczej dla zabawy.
Dziś wyjątkowo wszyscy mieliśmy
wolny wieczór, dlatego postanowiliśmy się zabawić. Stałam przed
lustrem, przyglądając się żółtej sukience, którą ostatnio
wygrzebałam na wyprzedaży.
-Nie pasuje ci. W niebieskim ci
ładniej. - Kira weszła do mojej sypialni i podała mi inną
sukienkę.
-Skąd to masz? To nie twój rozmiar. -
spojrzałam na metkę.
-Kupiłam ci. To w nagrodę za
sprzątanie za mnie. I załóż jeszcze te zajebiste szpilki!-
puściła mi oczko i wyszła z pokoju zanim zdążyłam jej
podziękować.
Kira ostatnio była bardziej zabiegana
ode mnie i to mnie przypadło sprzątanie mieszkania dwa razy pod
rząd mimo, że miałyśmy swój grafik.
Zdjęłam żółtą sukienkę, której
krój rzeczywiście mi w ogóle nie pasował. Gdzie ja miałam oczy w
tym sklepie?
-No, szybciej. Taksówka już na nas
czeka. - usłyszałam poganianie.
Założyłam niebieską sukienkę i
wysokie szpilki. W pośpiechu chwyciłam za torebkę i obie
opuściłyśmy mieszkanie.
Taksówka rzeczywiście czekała już
na nas pod apartamentowcem. Kira podała kierowcy nazwę jakiegoś
klubu, którego nie znałam. Zazwyczaj bawiłyśmy się w klubach,
gdzie nie było piszczących nastolatek i grubych facetów po
czterdziestce. Same miałyśmy dopiero po dwadzieścia lat, ale
wybierałyśmy kluby z lepszą atmosferą, gdzie nie musiałyśmy
oglądać pijanych dziewczyn, wracających na czworaka do domu.
-Jun mi powiedział o tym klubie. Byłam
tam z nim i Mai parę dni temu. Chcieliśmy cię zabrać ze sobą,
ale nie mogłam cię dobudzić.
-Nie pamiętam tego. - zmarszczyłam
czoło.
-Bo spałaś.
Kira była z Junem w klubie? W końcu
odważył się ją gdzieś zaprosić czy zabrał Mai jako
przyzwoitkę?
-Dobrze się czujesz? - szturchnęła
mnie przyjaciółka.
-Tak. Tylko się zamyśliłam. -
odpowiedziałam szybko.
Na miejscu prawie zemdlałam, gdy
usłyszałam ile musiałyśmy zapłacić za wejście do klubu.
Okazało się jednak, że zapłaciłyśmy 1/4 ceny. Fajnie jest być
studentem. Nigdy nie widziałam tak długiego korytarza, na którego
końcu stał wysoki ochroniarz. Wskazał nam szatnie i kazał
zostawić tam nasze telefony. Ale po co? Po wyjściu z szatni
kilkakrotnie sprawdził czy nie mamy przy sobie komórek ani niczego
podejrzanego.* Narkotyków tam szukali? Czy my wyglądamy jak ćpunki?
Kira bardzo mnie ponaglała i kazała nie zadawać więcej pytań.
Chwyciłam więc torebkę i zostałyśmy
przepuszczone w kolejnych drzwiach. Spojrzałam zachwycona na wnętrze
klubu.
-Kira! Uwielbiam cię! - przytuliłam
mocno przyjaciółkę i roześmiane zajęłyśmy stolik.
Teraz już rozumiem dlaczego
wylądowaliśmy w takim klubie. Zrobili to, żebym czuła się
swobodnie. W Japonii nigdy nie spotkałam się z żadnym rasistowskim
zachowaniem ze strony jej mieszkańców. Niektóre restauracje i
knajpy miały plakietkę „tylko dla Japończyków”, ale omijałam
je szerokim łukiem. Mój wygląd był tutaj ciągle komentowany.
Miałam metr osiemdziesiąt i długie, naturalne blond włosy.** Ale
nauczyłam się już ignorować prośby o zdjęcia i dziwne
komentarze.
***
Trzecia rano. Muzyka
dudniła mi w uszach gdy opuszczaliśmy klub. Jun potykał się o
własne nogi, a Kira radośnie trzymała go za ramię i szczebiotała
mu coś do ucha. Mai i Aki prawie w ogóle nic nie wypili.
Rozmawialiśmy wesoło, przemierzając przez długi korytarz.
Ochroniarz rozbawiony naszych stanem, otworzył nam wyjściowe.
-O, kurwa! - Mai złapała się za
usta.
-Ale leje! Czekajcie, zadzwonię po
taxi. - Aki wyciągał z kieszeni telefon.
Nie zwracałam na nich uwagi. Miasto w
ulewie wyglądało cudownie.
-Tu jest pięknie. - szepnęłam.
-Chyba zwariowałaś. - Aki spojrzał
na mnie, nie kryjąc zdziwienia.
Machnęłam na niego ręką i wbiegłam
na ulicę. Rozpuściłam długie włosy i zaśmiałam się radośnie,
kręcąc się w kółko.
-Wariatko! Przeziębisz się!
-Lena! Zaraz będzie burza.
-Jaka burza? - rozłożyłam ręce. -
Nie zapowiadali burzy.
-Uwierz mi, mieszkam w tym mieście
dwadzieścia dwa lata. - marudził Aki.
Pokazałam im język i wróciłam do
skakania po kałużach. Słysząc muzykę dudniącą z klubów,
zaczęłam tańczyć. Muzykę przerwał głośny grzmot. Spojrzałam
na niego w błyskawicach. Aki miał rację z tą burzą. Zdjęłam
szpilki i rzuciłam je pod nogi przyjaciół.
-Chodźcie do mnie! - krzyknęłam.
-Zwariowałaś? Nie będę tańczył w
burzy jak idiota. - pijany Jun naburmuszył się zabawnie. -No, gdzie
ta taksówka?!
Wzruszyłam ramionami i zamknęłam
oczy, nie przestając tańczyć. Odbiłam się od czegoś i
usłyszałam męski śmiech. Natychmiast otworzyłam oczy i
odskoczyłam przerażona od zakapturzonej postaci.
-Hej. Wszystko dobrze? Nie bój się,
nie zrobię ci krzywdy. - mężczyzna miał bardzo przyjemny dla ucha
głos i mówił po angielsku.
Ale zaraz... Jak to po angielsku? Myśl, Lena, przecież turyści w Tokio chadzają o każdej porze dnia i nocy.
-Przepraszam. - powiedziałam,
przechodząc na angielski. - Nie chciałam na pana wpaść. Naprawdę
przepraszam. Nic panu nie jest? - zadarłam głowę i spojrzałam w
górę.
Miałam sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, a on był
bardzo wysoki.
-Ze mną wszystko okay.. Jestem... -
przerwał mu głośny grzmot. Wzdrygnął się.
-To tylko burza. - zaśmiałam się. -
Miło było poznać. - posłałam mu szeroki uśmiech, dygnęłam
śmiesznie i tanecznym krokiem ruszyłam w stronę przyjaciół,
którzy pakowali się już do dużej taksówki.
Gdy tylko zajęłam miejsce w taksówce,
kierowca ruszył przed siebie.
-Co to za bezdomnego dziada tam
podrywałaś? - Mai szturchnęła mnie, a wszyscy wybuchnęli głośnym
śmiechem.
-Skąd wiesz, że był bezdomny? -
zdziwiłam się.
-Elegancja dzielnica Tokio pełna
najlepszych klubów, a on ubrany jest jak stary dziad. - wyjaśnił
mi Aki.
-Miał ładny głos. - oburzyłam się.
-Stary, bezdomny dziad z ładnym
głosem. Ty to masz ciekawy gust. - Jun roześmiał głośno.
Westchnęłam cicho i położyłam
głowę na ramieniu Mai.
_________________________________________________________________________________
*Moje własne doświadczenia w jednym z klubów w Londynie.
**Magdalena jest wysoką blondynką, a jestem rudym kurduplem i mam 160 cm wzrostu :P.
*** Nie lubię ani deszczu ani burzy.
Zakapturzony bandyta z opowiadania :). To zdjęcie idealnie pasuje do tego rozdziału.
Hala w Krakowie robi wrażenie. Bardzo podobało mi się na meczu. Cudownie odśpiewany Mazurek Dąbrowskiego, ale ludzie, kiedy wy się wreszcie nauczycie? "Kiedy", a nie "póki".
Mecz z Bydgoszczy oglądałam już w telewizji i nie podobała mi się tamtejsza atmosfera. Jak na pikniku. Pan Magiera trochę irytuje, stwarza taką piknikową atmosferę.
Cały dzień chodziłam po górach w mojej rodzinnej Szklarskiej Porębie i dlatego rozdział tak późno się pojawił.
Pozdrawiam.