Waleczne Serca


Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.

środa, 11 czerwca 2014

Um

Pisałam to w stanie bardzo nietrzeźwym, tak więc proszę się nie śmiać. 
Za wszelkie błędy z góry przepraszam, wybaczcie. Nie mieszkam w Polsce od piętnastu lat :). Jak zobaczycie jakieś byki, błagam, poprawcie mnie od razu w komentarzach. 
Pozdrawiam :*.


1: UM


San Juan, Portoryko.

Wczesnym wieczorem spacerowała z rodzicami, wymijając natrętnych turystów. Pojawiali się tutaj zawsze między listopadem, a styczniem. Plaże wydawały się wtedy przepełnione, a jej rodzice stawali się aż nadto opiekuńczy i prawie w ogóle nie spuszczali jej z oka. Stare miasto zalane było słońcem. Kolorowe budynki tętniły historią. Zapach pastelonu, tutejszej potrawy, wydobywający się z otwartych okien już zawsze przypominał jej dzieciństwo. San Juan to miasto, do którego często wracała w dorosłym życiu. To tu stawiała swoje pierwsze kroki. Portoryko było bliskie jej sercu, tam się wychowała. 

Jej ojciec był historykiem, geografem i archeologiem. Nie widziała w tym nic ciekawego. Każdy jego dzień wyglądał tak samo. Całe dnie spędzał w tutejszym porcie, pisząc dokumenty, szlajał się dżunglach albo grzebał w ziemi na stacjach archeologicznych w Ameryce Centralnej. Zachwycały go stare budynki i zawsze zaciągał całą rodzinę na „archeologiczne wycieczki”, gdzie błąkali się po starych budowlach i ruinach, nudząc się niemiłosiernie. Uwielbiała za to, gdy zabierał ich w góry albo wycieczki po świecie. Jej ojciec był też ekscentrykiem, który łatwo zawierał znajomości, ale równie szybko je tracił ze względu na ciągłe wyjazdy. Wydawał książki dokumentalne o Ameryce Środkowej, które zostały dobrze przyjęte wśród geografów i historyków. W planach miał też przeprowadzkę do Nowego Jorku, co nie bardzo jej się podobało. Była blisko z ojcem. Znosiła jego delegacje, wyjazdy i długie nieobecności, gdy pracował w różnych krajach, ale nie wyobrażała sobie, żeby mieszkał tak daleko na stałe.

Matka wywodziła się z Islandii i była artystką. I to piekielnie dobrą. Krytycy zachwycali się jej obrazami, a jej wystawy przyciągały tłumy. Najlepsze obrazy zdobiły wnętrza oper, wielkich galerii i drogich hoteli. Gdy nie malowała, wykładała malarstwo na uniwersytecie. Zawsze zarażała ludzi radością, ciepłem i pozytywnym podejściem do życia. Jej matka nie lubiła też wychodzić na zewnątrz, zamykała się w sypialni, malując. Odcinała się od ludzi i choć była bardzo ciepłą i pozytywną osobą, spędzała czas samotnie. W czterech ścianach, odcięta od świata, walczyła z depresją, o której nikt, oprócz rodziny, nie wiedział. Magdalenę bardzo to denerwowało. Zawsze marzyła o długich rozmowach z matką, robieniem razem zakupów i spędzaniem wspólnego czasu. Za każdym razem, gdy chciała z nią porozmawiać, matka zatrzaskiwała jej przed nosem drzwi. Wszystkie jej koleżanki miały świetne kontakty z matkami, czego Magdalena piekielnie im zazdrościła. Koleżanki ojca, również archeolodzy, były jej bliższe niż własna matka. 

***

Gdy miała dwanaście lat, wróciła z ojcem do Polski. Matka go zdradziła, wyjeżdżając do Kanady z nowym kochankiem. Zostawiła po sobie papiery rozwodowe i siedem niedokończonych obrazów. Ojciec w furii zniszczył je wszystkie płacząc. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy widziała swojego ojca w takim stanie. Nie mógł się po tym wszystkim pozbierać. Zostawiła ich samych sobie, tak ot. Nigdy więcej się do nich nie odezwała. Magdalena słała wizytówki do Calgary w nadziei, że matka pewnego dnia odpisze albo do niej zadzwoni. Nic takiego nie nastąpiło. Ojciec nie mógł zostać w San Juan. Wszystko wokół przypominało mu jej matkę.

Nie mogła przyzwyczaić się do życia w Polsce. Wszystko było inne. Mieszkańcy Warszawy wydawali się biec przez życie, jakby brali udział w jakimś wyścigu. Jej rodziciel nadal pracował jako geograf i archeolog, co wiązało się z jego częstymi wyjazdami. Dlatego większość czasu spędzała z dziadkami. Ojciec z wyjazdu do Kenii niestety już nie wrócił. Zginął podczas jakiegoś protestu. Przez lokalne protesty, terrory i burdy, ciała nigdy nie odnaleziono. 


***

Gdy tylko skończyła liceum, wiedziała, że musi wyjechać. Złożyła aplikację na kilka zagranicznych uczelni i padło jednak na Uniwersytet Tokijski. Japonia... Nie o tym marzyła, ale postawiła spróbować...



______________________________
Ciąg dalszy nastąpi :). 







1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Jesteś naprawdę dobra w pisaniu. Z błędów to tylko nie było chyba jakiegoś przyimka, ale to szczegół. Informuj mnie proszę na www.siatkarskie-miniaturki.bloog.pl
Pozrdawiam
Vea

Prześlij komentarz

 
Copyright © Waleczne serca | Theme by BloggerThemes & frostpress | Sponsored by BB Blogging