Waleczne Serca


Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Cinco

Marzec minął w zawrotnym tempie. Z Kirą widziałyśmy się tylko na treningach. Obie byłyśmy ostatnio bardzo zajęte. Biegałam między uczelnią, pracą i treningami. Trener nas nie rozpieszczał. Dodatkowo ściągnął skądś jakiegoś pajaca od wychowania fizycznego, który zajmował się naszym treningiem na siłowni. Na początku strasznie marudziłyśmy, ale opłacało się tak ostro trenować, bo czułam się silniejsza i zdrowsza. 

Jun również był bardzo zajęty. Jakiś scenarzysta zobaczył go na występie uczelnianego teatru. Zaprosił go na casting i mój przyjaciel dostał ważną rolę w jakimś spektaklu. Nie lubiłam spektakli, bo zawsze wydawały mi się przesadzone i sztuczne. Byłam na pięciu występach grupy teatralnej Juna i żaden mi się nie podobał. Nie lubiłam melodramatów. Zdarzało mi się bywać na zajęciach tańca współczesnego, ale chodziłam tam raczej dla zabawy.

Dziś wyjątkowo wszyscy mieliśmy wolny wieczór, dlatego postanowiliśmy się zabawić. Stałam przed lustrem, przyglądając się żółtej sukience, którą ostatnio wygrzebałam na wyprzedaży.

-Nie pasuje ci. W niebieskim ci ładniej. - Kira weszła do mojej sypialni i podała mi inną sukienkę.
-Skąd to masz? To nie twój rozmiar. - spojrzałam na metkę.
-Kupiłam ci. To w nagrodę za sprzątanie za mnie. I załóż jeszcze te zajebiste szpilki!- puściła mi oczko i wyszła z pokoju zanim zdążyłam jej podziękować.

Kira ostatnio była bardziej zabiegana ode mnie i to mnie przypadło sprzątanie mieszkania dwa razy pod rząd mimo, że miałyśmy swój grafik.
Zdjęłam żółtą sukienkę, której krój rzeczywiście mi w ogóle nie pasował. Gdzie ja miałam oczy w tym sklepie?

-No, szybciej. Taksówka już na nas czeka. - usłyszałam poganianie.

Założyłam niebieską sukienkę i wysokie szpilki. W pośpiechu chwyciłam za torebkę i obie opuściłyśmy mieszkanie.

Taksówka rzeczywiście czekała już na nas pod apartamentowcem. Kira podała kierowcy nazwę jakiegoś klubu, którego nie znałam. Zazwyczaj bawiłyśmy się w klubach, gdzie nie było piszczących nastolatek i grubych facetów po czterdziestce. Same miałyśmy dopiero po dwadzieścia lat, ale wybierałyśmy kluby z lepszą atmosferą, gdzie nie musiałyśmy oglądać pijanych dziewczyn, wracających na czworaka do domu.

-Jun mi powiedział o tym klubie. Byłam tam z nim i Mai parę dni temu. Chcieliśmy cię zabrać ze sobą, ale nie mogłam cię dobudzić.
-Nie pamiętam tego. - zmarszczyłam czoło.
-Bo spałaś.
Kira była z Junem w klubie? W końcu odważył się ją gdzieś zaprosić czy zabrał Mai jako przyzwoitkę?
-Dobrze się czujesz? - szturchnęła mnie przyjaciółka.
-Tak. Tylko się zamyśliłam. - odpowiedziałam szybko.

Na miejscu prawie zemdlałam, gdy usłyszałam ile musiałyśmy zapłacić za wejście do klubu. Okazało się jednak, że zapłaciłyśmy 1/4 ceny. Fajnie jest być studentem. Nigdy nie widziałam tak długiego korytarza, na którego końcu stał wysoki ochroniarz. Wskazał nam szatnie i kazał zostawić tam nasze telefony. Ale po co? Po wyjściu z szatni kilkakrotnie sprawdził czy nie mamy przy sobie komórek ani niczego podejrzanego.* Narkotyków tam szukali? Czy my wyglądamy jak ćpunki? Kira bardzo mnie ponaglała i kazała nie zadawać więcej pytań.

Chwyciłam więc torebkę i zostałyśmy przepuszczone w kolejnych drzwiach. Spojrzałam zachwycona na wnętrze klubu.

-Kira! Uwielbiam cię! - przytuliłam mocno przyjaciółkę i roześmiane zajęłyśmy stolik.

Teraz już rozumiem dlaczego wylądowaliśmy w takim klubie. Zrobili to, żebym czuła się swobodnie. W Japonii nigdy nie spotkałam się z żadnym rasistowskim zachowaniem ze strony jej mieszkańców. Niektóre restauracje i knajpy miały plakietkę „tylko dla Japończyków”, ale omijałam je szerokim łukiem. Mój wygląd był tutaj ciągle komentowany. Miałam metr osiemdziesiąt i długie, naturalne blond włosy.** Ale nauczyłam się już ignorować prośby o zdjęcia i dziwne komentarze.

*** 
Trzecia rano. Muzyka dudniła mi w uszach gdy opuszczaliśmy klub. Jun potykał się o własne nogi, a Kira radośnie trzymała go za ramię i szczebiotała mu coś do ucha. Mai i Aki prawie w ogóle nic nie wypili. Rozmawialiśmy wesoło, przemierzając przez długi korytarz. Ochroniarz rozbawiony naszych stanem, otworzył nam wyjściowe.

-O, kurwa! - Mai złapała się za usta.
-Ale leje! Czekajcie, zadzwonię po taxi. - Aki wyciągał z kieszeni telefon.
Nie zwracałam na nich uwagi. Miasto w ulewie wyglądało cudownie.
-Tu jest pięknie. - szepnęłam.
-Chyba zwariowałaś. - Aki spojrzał na mnie, nie kryjąc zdziwienia.
Machnęłam na niego ręką i wbiegłam na ulicę. Rozpuściłam długie włosy i zaśmiałam się radośnie, kręcąc się w kółko.
-Wariatko! Przeziębisz się!
-Lena! Zaraz będzie burza.
-Jaka burza? - rozłożyłam ręce. - Nie zapowiadali burzy.
-Uwierz mi, mieszkam w tym mieście dwadzieścia dwa lata. - marudził Aki.

Pokazałam im język i wróciłam do skakania po kałużach. Słysząc muzykę dudniącą z klubów, zaczęłam tańczyć. Muzykę przerwał głośny grzmot. Spojrzałam na niego w błyskawicach. Aki miał rację z tą burzą. Zdjęłam szpilki i rzuciłam je pod nogi przyjaciół.

-Chodźcie do mnie! - krzyknęłam.
-Zwariowałaś? Nie będę tańczył w burzy jak idiota. - pijany Jun naburmuszył się zabawnie. -No, gdzie ta taksówka?!

Wzruszyłam ramionami i zamknęłam oczy, nie przestając tańczyć. Odbiłam się od czegoś i usłyszałam męski śmiech. Natychmiast otworzyłam oczy i odskoczyłam przerażona od zakapturzonej postaci. 

-Hej. Wszystko dobrze? Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. - mężczyzna miał bardzo przyjemny dla ucha głos i mówił po angielsku.
Ale zaraz... Jak to po angielsku? Myśl, Lena, przecież turyści w Tokio chadzają o każdej porze dnia i nocy. 
-Przepraszam. - powiedziałam, przechodząc na angielski. - Nie chciałam na pana wpaść. Naprawdę przepraszam. Nic panu nie jest? - zadarłam głowę i spojrzałam w górę. 
Miałam sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, a on był bardzo wysoki.
-Ze mną wszystko okay.. Jestem... - przerwał mu głośny grzmot. Wzdrygnął się.
-To tylko burza. - zaśmiałam się. - Miło było poznać. - posłałam mu szeroki uśmiech, dygnęłam śmiesznie i tanecznym krokiem ruszyłam w stronę przyjaciół, którzy pakowali się już do dużej taksówki.

Gdy tylko zajęłam miejsce w taksówce, kierowca ruszył przed siebie.

-Co to za bezdomnego dziada tam podrywałaś? - Mai szturchnęła mnie, a wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem.
-Skąd wiesz, że był bezdomny? - zdziwiłam się.
-Elegancja dzielnica Tokio pełna najlepszych klubów, a on ubrany jest jak stary dziad. - wyjaśnił mi Aki.
-Miał ładny głos. - oburzyłam się.
-Stary, bezdomny dziad z ładnym głosem. Ty to masz ciekawy gust. - Jun roześmiał głośno.
Westchnęłam cicho i położyłam głowę na ramieniu Mai.

_________________________________________________________________________________
*Moje własne doświadczenia w jednym z klubów w Londynie. 
**Magdalena jest wysoką blondynką, a jestem rudym kurduplem i mam 160 cm wzrostu :P.
*** Nie lubię ani deszczu ani burzy. 
Zakapturzony bandyta z opowiadania :). To zdjęcie idealnie pasuje do tego rozdziału.

Hala w Krakowie robi wrażenie. Bardzo podobało mi się na meczu. Cudownie odśpiewany Mazurek Dąbrowskiego, ale ludzie, kiedy wy się wreszcie nauczycie? "Kiedy", a nie "póki". 
Mecz z Bydgoszczy oglądałam już w telewizji i nie podobała mi się tamtejsza atmosfera. Jak na pikniku. Pan Magiera trochę irytuje, stwarza taką piknikową atmosferę. 
Cały dzień chodziłam po górach w mojej rodzinnej Szklarskiej Porębie i dlatego rozdział tak późno się pojawił. 
Pozdrawiam. 




1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Mam nadzieję, że akcja z zakapturzonym, starym dziadem w końcu się bardziej rozwinie ^^
Pozdrawiam
Vea
www.siatkarskie-miniaturki.bloog.pl

Prześlij komentarz

 
Copyright © Waleczne serca | Theme by BloggerThemes & frostpress | Sponsored by BB Blogging