piątek, 20 czerwca 2014
Quatro
Głośno dysząc, położyłam się na
parkiecie. Takiego wycisku już dawno nie miałyśmy. Moje ciało
pulsowało. Nie mogłam złapać oddechu. Jutro będę miała
zakwasy. Zakwasy jak nic. Trener pogwizdywał radośnie, zaśmiewając
się z naszego stanu.
-Nie było chyba tak źle? - puścił
mi oczko. - Byłaś świetna.
-Nie musiałeś nas tak męczyć. -
wydyszałam. - To jak tortury.
-Dokładnie tak! - poparły mnie
dziewczyny.
-Mieliśmy fajną publiczność, to
musiałem się wami pochwalić.
Publiczność? Ach, tak... Grupka
siatkarzy nadal siedziała na widowni, wesoło rozmawiając. Co
chwilę przekrzykiwali się i głośno śmiali. Widziałam jak
podczas treningu nagrywali nas na telefonach. Czasami nas
oklaskiwali. Było to dziwne. Studenci, którzy przychodzili na nasze
treningi zazwyczaj siedzieli cicho, starając się nas nie
rozpraszać.
Spojrzałam w stronę widowni. Jun na
migi pokazał mi, że idzie do domu. Przewróciłam oczami. Ta jego
nieśmiałość w stosunku do mojej przyjaciółki zaczęła mnie
irytować.
Kira podniosła się, głośno
marudząc. Przyjrzałam jej się uważnie. Długie, czarne włosy,
idealna cera. Miała sylwetkę w kształcie gruszki i była naprawdę
bardzo kobieca.
-Chyba nie dam rady dojść do szatni.
- jęknęłam, wyciągając ręce w stronę przyjaciółki, która
pomogła mi wstać.
Marudziłybyśmy jeszcze trochę, ale
trener wygonił nas z hali. Zabrałyśmy więc manatki i ruszyłyśmy
do szatni.
Gdy brałam prysznic, słyszałam
śmiechy i pisku dziewczyn. Pokręciłam głową z uśmiechem. Pewnie
Mai znowu wykręciła im jakiś numer. Mai studiowała sztukę i była
naszym drużynowym „błaznem”. Zawsze odstawiała jakieś
przypały. Założyła trenerowi konto na portalu randkowym, dla
żartu oczywiście. Tam napisała „w jego imieniu” do jakiejś
kobiety po trzydziestce i zaprosiła ją na randkę. Całej historii
do dziś nie znam, ale wiem, że do randki między trenerem, a tą
kobietą jednak doszło i podobno są razem.
Pół roku temu Mai
wpadła na „genialny” pomysł pójścia na imprezę tuż przed
egzaminami w pierwszym semestrze. Dzień przed egzaminami wygrałyśmy
mecz z naszym największym rywalem. Celebrowałyśmy w jakiejś
dziwnej knajpce, co skończyło się pisaniem egzaminów w drugim
terminie, bo byłyśmy tak pijane, że nie dopuścili nas do egzaminów.
W dniu urodzin Kiry, Mai upiła ją do nieprzytomności i
zrobiła jej tatuaż z henny na lewym pośladku, o czym nie miałyśmy
pojęcia. Biedna Kira przepłakała cały tydzień, a ja razem z nią,
nie wiedząc, że tatuaż nie jest prawdziwy. Co jakiś czas każda z
nas była ofiarą głupich pomysłów Mai.
Raz trafiło na mnie. I nie wspominam
tego mile. Zamieniła mi buty i podczas meczu musiałam grać w za
małych o dwa rozmiary butach koleżanki. Potem przez cały dzień
chodziłam jak kaczka. Roześmiałam się cicho na samą myśl jak
głupio musiałam wtedy wyglądać. Zakręciłam kurek i owinęłam się
ręcznikiem, odgarniając mokre włosy.
Ktoś zapukał do kabiny prysznicowej.
-Lenka? - usłyszałam głos Mai.
-Jak to twój kolejny przypał, to
spadaj. - zaśmiałam się.
-Nie... Ja tylko chciałam zapytać czy
masz numer telefonu do Juna. - powiedziała cicho.
Zakrztusiłam się śliną. Chyba się
przesłyszałam. Mai i Jun. Nie, nie, nie, nie... Powoli wyszłam z
kabiny.
-Dlaczego o to pytasz? - próbowałam
odwrócić kota ogonem.
-Ty jesteś ślepa czy tylko udajesz? -
pstryknęła mi palcami przed oczami. Nie lubiłam tego. - Jun robi
maślane oczka do naszej Kiry. Trzeba go kopnąć w tyłek, żeby w
końcu odważył się do niej zagadać.
Odetchnęłam z ulgą, co nie uszło
uwadze Mai.
-Chyba nie myślałaś, że ten cielak
mi się podoba? - posłała mi pobłażliwe spojrzenie.
-On nie jest żadnym cielakiem. Po
prostu jest nieśmiały. - broniłam przyjaciela. - Słuchaj, on nie
chce, żebyśmy się w to wtrącały. Obiecałam mu to. Nie wtrącaj
się w to i nie rób im żadnych swatek, proszę cię.
Nie była tym zachwycona, ale
przytaknęła.
Gdy wszystkie się przebrałyśmy,
pojechałyśmy z Kirą do domu. Większość dziewczyn mieszkała w
akademiku oddalonym dziesięć minut piechotą od głównego budynku
uczelni. Jak w każdym większym uniwersytecie, wydziały były
porozmieszczane po całym mieście. Niektóre dojeżdżały na swój
wydział autobusem. Z Kirą wynajmowałam mieszkanie na siódmym
piętrze w dużym apartamentowcu. Na uczelnię jeździłyśmy moim
autem. Kira panicznie bała się prowadzenia samochodu, nie chciała
nawet słyszeć o wyrobieniu prawa jazdy i gdy zaczynała zajęcia
wcześniej ode mnie, wsiadała w autobus. Nie miałyśmy daleko, ale
wolałyśmy wynająć przestronne mieszkanie niż gnieść się w
akademiku.
Gdy tylko dotarłyśmy do domu od razu
poszłam spać. Byłam wykończona treningiem, projektem i całym
dniem na uczelni.
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że długo mi zeszło, ale jestem na urlopie :)
Do zobaczenia na meczu siatkarzy w Krakowie. Jak zobaczycie rudzielca w telewizji to mogę to być ja.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Nie mogę się doczekać rozwoju akcji z siatkarzami. Pisz szybko następny.
Pozdrawiam
Vea
Akcja rozwinie się w szóstym rozdziale :)
Prześlij komentarz