Waleczne Serca


Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.

wtorek, 17 czerwca 2014

Três

Marzec.
Uniwersytet Tokijski.
Tokio, Japonia.

Przewracałam nerwowo strony podręcznika, starając się skupić. Od pół godziny próbowałam obliczyć tą samą formułkę, ale wynik ciągle się nie zgadzał. Kira uśmiechała się dziko do swojego laptopa, stukając zawzięcie w klawiaturę. Posłała mi zadowolone spojrzenie.

Siedziałyśmy w uczelnianej bibliotece. Choć studiowałyśmy zupełnie inne kierunki, tego dnia kończyłyśmy wykłady o tej samej porze. Nie opłacało nam się wracać do naszego mieszkania, bo za godzinę miałyśmy trening. Skorzystałam z wolnej godziny i próbowałam zaszyć się w bibliotece, dokańczając ostatni w tym semestrze projekt.

-Co tam tak liczysz? - zapytała, kopiąc mnie delikatnie w kostkę pod stołem w celu zwrócenia na siebie uwagi.
-Takie tam... Teoria regulacji. Nie znasz się. - przewróciłam kolejną stronę podręcznika, ale widząc długie zadania, westchnęłam zniechęcona.
-A o czym to jest?
-Cybernetyka teoretyczna, to z matematyki stosowanej. - odpowiedziałam wolno, widząc jak marszczy czoło, zapewne nic nie rozumiejąc.
-A, to nie lubię... - mruknęła, potrząsając głową.
-Nie nie lubisz, tylko nie znasz. - zaśmiałam się.
-Wolę konferencje prasowe. Pamiętasz, jak wspominałam ci o konferencji prasowej w lidze siatkarskiej? - klasnęła zabawnie w dłonie, przyglądając mi się uważnie.
Przygryzłam dolną wargę, próbując wybrnąć z sytuacji.
-Coś wspominałaś...
-Lena! No, trzy godziny ci o tym opowiadałam! Nie słuchałaś? - jęknęła żałośnie, rozkładając ręce.

Posłałam jej przepraszające spojrzenie. Kira od kilku dni paplała coś o jakiejś konferencji. Zawsze starałam się jej słuchać i wspierać, jak tylko mogłam. Ale do jutra musiałam oddać projekt z teorii regulacji, którego jeszcze nie skończyłam. 
Wmawiałam sobie, że to wszystko przez wzmożone treningi i pracę. Treningi miałyśmy bardziej intensywne, ale to tylko dlatego, że już w maju grałyśmy o mistrzostwo Tokio w lidze uniwersyteckiej piłki ręcznej kobiet. 
Projekt mogłam skończyć wcześniej, ale wmawiałam sobie, że mam jeszcze czas. Czasu nie miałam, musiałam go oddać już jutro rano. Zapowiada się nieprzespana noc. Kolejna w tym tygodniu. Wzdrygnęłam się na samą myśl. Nie spałam dobrze w tym tygodniu. Zawalałam noce, próbując dokończyć wiecznie odkładany „na później” projekt, przez co chodziłam rozkojarzona i poirytowana.

-Słuchasz ty mnie?! - oberwałam książką po głowie i pisnęłam, przez co natychmiast zostałam uciszona przez kujonów ze stolika obok, którzy posłali nam pogardliwe spojrzenia.
-Kira, ja naprawdę muszę skończyć dzisiaj ten projekt.
Przyjaciółka przewróciła oczami, wracając do stukania na laptopie.
-Przepraszam cię, ale to naprawdę jest dla mnie ważne. Od tego projektu zależy moje życie.
-Dobra, powiem ci potem. - ucięła rozmowę.

Spojrzałam na nią niepewnie, upewniając się, że nie jest zła. Nie była. Mrugnęła do mnie radośnie, a ja wróciłam do żmudnego projektu.


***

Po godzinie w bibliotece udało mi się dokończyć projekt. Nie wiem jakim cudem, ale się udało. Do sportowej części uniwersytetu prawie, że biegłyśmy. Nie chciałyśmy się spóźnić na trening. W szatni przywitałyśmy się z dziewczynami z drużyny, przebrałyśmy się w treningowe stroje i udałyśmy się na salę gimnastyczną.

Na sali gimnastycznej, na trybunach siedziało na oko pięćdziesiąt osób. Sami faceci. Byłyśmy do tego przyzwyczajone. Same często chadzałyśmy na treningi koszykarskiej drużyny na uczelni, żeby przyglądać się jak grają. Tak z ciekawości. W trzecim rzędzie zauważyłam Juna. Wiedziałam, że przychodzi na treningi tylko po to, żeby się przyglądać mojej przyjaciółce. Pomachałam do niego. Kiwnął głową, pokazując, że trzyma kciuki. Kciuki przed czym?

-To ci faceci z konferencji. - powiedziała mi na ucho Kira.
-Jakiej konferencji? - zdziwiłam się.
-Magdaleno Winiarska... Od kilku dni próbuję ci wytłumaczyć, że telewizja sportowa, w której mam staż zabrała mnie na konferencję prasową siatkarskiej ligi. To było w Osace, przed twoimi urodzinami. Za dwa miesiące odbędzie się mecz charytatywny między siatkarzami, a studentami, który trenują siatkę na uniwerkach.
-Ale my trenujemy piłkę ręczną.
-Mieli wpaść na trening siatkarski naszej uczelnianej drużyny i wybrać dwóch najlepszych zawodników. Wybierają dwóch z każdego uniwersytetu w Tokio i potem połączą ich w drużynę siatkarską. I na tym charytatywnym meczu będą grać z tymi studentami. Rozumiesz? - upewniła się, a ja kiwałam głową, próbując ułożyć to wszystko w jedną całość. - No, ale ich manager nie przeczytał maila, że trening odwołano. A jak już tutaj są, to postanowili, że wpadną na trening piłki ręcznej. To są Pantery z Osaki. - kiwnęła głową w stronę dużej grupy facetów.
-Pantery? - parsknęłam śmiechem.

Miałam zaraźliwy śmiech, więc dziewczyny z drużyny też się zaśmiały. „Pantery” siedziały na tyłach trybun w niebieskich strojach. Sami faceci. Wyglądali na trochę zmęczonych. Żaden z nich się do siebie nie odzywał, po prostu nam się przyglądali.

-Wiesz, właściwie to wyglądają jak smerfy, a nie pantery. Pantery nie są niebieskie.
Kira mi już nie odpowiedziała, bo trener zaczął rozgrzewkę. Po kilku minutach zaczęłyśmy rozgrzewać się w parach. Dołączyła do mnie Kira.
-To co robią te twoje pantery? - zaśmiałam się cicho.
-No, grają w siatkówkę. - odparła, wzruszając ramionami i spojrzała dyskretnie w stronę trybun. - Wiesz, właściwie to są tutaj wszyscy. Pamiętam ich, bo udało mi się zadać im kilka pytań na konferencji w grudniu. Nie, czekaj... - zaczęła liczyć na palcach, udając skupioną. - Nie ma jednego. Takiego białego, z Ameryki Południowej. A szkoda, bo był miły. Ponoć ma jakieś zabiegi i nie zdążył wpaść.
-A jak się nazywał? - posłałam jej buntownicze spojrzenie, próbując się nie roześmiać.

I trafiłam w czuły punkt. Kira miała niesamowitą pamięć do twarzy, co nie przykładało się do pamięci do imion i nazwisk. Potrafiła umawiać się z facetami, nie pamiętając jak mieli na imię. Mojego nazwiska uczyła się siedem miesięcy. Tak, właśnie tak! Siedem. I to nie pisowni, ale samej wymowy.

-Lipku Frontelesa. - wydukała żałośnie. - Czy tam Lipka... Lipek Fronesa... Nie pamiętam jak on miał na imię. Nazwałam go sobie „Frontek”, żeby nie pomylić go z kimś innym. - tłumaczyła zawzięcie, czerwieniąc się i machając rękoma na wszystkie strony.

Frontek! Nazwała kogoś "Frontek". Wybuchnęłam głośnym śmiechem. Nie mogłam się uspokoić. Z oczu poleciały mi łzy. Popłakałam się ze śmiechu, a że miałam naprawdę zaraźliwy śmiech, razem ze mną śmiała się reszta drużyny i trener. Zauważyłam, że faceci na trybunach również pokładali się ze śmiechu, jeden z nich aż spadł z krzesła.

-Kira, uwielbiam cię. - śmiałam się, ocierając łzy.

Uderzyła mnie pięścią w ramię i naburmuszona wróciła do treningu.

_________________________________________________________________________________
Warszawa nocą jest przepiękna :).
Nie bierzcie tego opowiadania na serio. Wszystko to jest wymyślone i pisanie dla żartu.
Nie wiem kiedy pojawi się nowy rozdział, jestem w trakcie pisania. Postaram się opublikować po dojeździe do Szklarskiej Poręby.
Jest tak gorąco, że nie mogę spać.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Czekam na rozwój wydarzeń z niecierpliwością. Mogłabyś mnie informować o nowych rozdziałach?
U mnie na www.siatkarskie-miniaturki.bloog.pl pojawiło się coś na kształt rozważań filozoficznych z Kubą Jaroszem w roli głównej.
Zapraszam
Vea

Prześlij komentarz

 
Copyright © Waleczne serca | Theme by BloggerThemes & frostpress | Sponsored by BB Blogging