Pisałam to w stanie bardzo nietrzeźwym, tak więc proszę się nie śmiać.
Za wszelkie błędy z góry przepraszam, wybaczcie. Nie mieszkam w Polsce od piętnastu lat :). Jak zobaczycie jakieś byki, błagam, poprawcie mnie od razu w komentarzach.
Pozdrawiam :*.
1: UM
Wczesnym wieczorem spacerowała z
rodzicami, wymijając natrętnych turystów. Pojawiali się tutaj
zawsze między listopadem, a styczniem. Plaże wydawały się wtedy
przepełnione, a jej rodzice stawali się aż nadto opiekuńczy i
prawie w ogóle nie spuszczali jej z oka. Stare miasto zalane było
słońcem. Kolorowe budynki tętniły historią. Zapach pastelonu,
tutejszej potrawy, wydobywający się z otwartych okien już zawsze
przypominał jej dzieciństwo. San Juan to miasto, do którego często wracała w dorosłym życiu. To tu stawiała swoje pierwsze kroki. Portoryko było bliskie jej sercu, tam się wychowała.
Jej ojciec był historykiem, geografem
i archeologiem. Nie widziała w tym nic ciekawego. Każdy jego dzień
wyglądał tak samo. Całe dnie spędzał w tutejszym porcie, pisząc
dokumenty, szlajał się dżunglach albo grzebał w ziemi na stacjach
archeologicznych w Ameryce Centralnej. Zachwycały go stare budynki i
zawsze zaciągał całą rodzinę na „archeologiczne wycieczki”,
gdzie błąkali się po starych budowlach i ruinach, nudząc się
niemiłosiernie. Uwielbiała za to, gdy zabierał ich w góry albo
wycieczki po świecie. Jej ojciec był też ekscentrykiem, który
łatwo zawierał znajomości, ale równie szybko je tracił ze
względu na ciągłe wyjazdy. Wydawał książki dokumentalne o Ameryce
Środkowej, które zostały dobrze przyjęte wśród geografów i
historyków. W planach miał też przeprowadzkę do Nowego Jorku, co
nie bardzo jej się podobało. Była blisko z ojcem. Znosiła jego
delegacje, wyjazdy i długie nieobecności, gdy pracował w różnych
krajach, ale nie wyobrażała sobie, żeby mieszkał tak daleko na
stałe.
Matka wywodziła się z Islandii i była
artystką. I to piekielnie dobrą. Krytycy zachwycali się jej
obrazami, a jej wystawy przyciągały tłumy. Najlepsze obrazy zdobiły
wnętrza oper, wielkich galerii i drogich hoteli. Gdy nie malowała,
wykładała malarstwo na uniwersytecie. Zawsze zarażała ludzi
radością, ciepłem i pozytywnym podejściem do życia. Jej matka
nie lubiła też wychodzić na zewnątrz, zamykała się w sypialni,
malując. Odcinała się od ludzi i choć była bardzo ciepłą i pozytywną osobą, spędzała czas samotnie. W czterech ścianach, odcięta od świata, walczyła z depresją, o której nikt, oprócz rodziny, nie wiedział. Magdalenę bardzo to
denerwowało. Zawsze marzyła o długich rozmowach z matką,
robieniem razem zakupów i spędzaniem wspólnego czasu. Za każdym razem, gdy
chciała z nią porozmawiać, matka zatrzaskiwała jej przed nosem
drzwi. Wszystkie jej koleżanki miały świetne kontakty z matkami, czego Magdalena piekielnie im zazdrościła. Koleżanki ojca, również archeolodzy, były jej bliższe niż własna matka.
***
Gdy miała dwanaście lat, wróciła z
ojcem do Polski. Matka go zdradziła, wyjeżdżając do Kanady
z nowym kochankiem. Zostawiła po sobie papiery rozwodowe i siedem
niedokończonych obrazów. Ojciec w furii zniszczył je wszystkie płacząc. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy widziała swojego ojca w takim stanie. Nie mógł się po tym wszystkim pozbierać. Zostawiła ich samych
sobie, tak ot. Nigdy więcej się do nich nie odezwała. Magdalena
słała wizytówki do Calgary w nadziei, że matka pewnego dnia
odpisze albo do niej zadzwoni. Nic takiego nie nastąpiło. Ojciec
nie mógł zostać w San Juan. Wszystko wokół przypominało mu jej
matkę.
Nie mogła przyzwyczaić się do życia
w Polsce. Wszystko było inne. Mieszkańcy Warszawy wydawali się
biec przez życie, jakby brali udział w jakimś wyścigu. Jej
rodziciel nadal pracował jako geograf i archeolog, co wiązało się
z jego częstymi wyjazdami. Dlatego większość czasu spędzała z
dziadkami. Ojciec z wyjazdu do Kenii niestety już nie wrócił. Zginął
podczas jakiegoś protestu. Przez lokalne protesty, terrory i burdy, ciała nigdy nie odnaleziono.
Gdy tylko skończyła liceum,
wiedziała, że musi wyjechać. Złożyła aplikację na kilka
zagranicznych uczelni i padło jednak na Uniwersytet Tokijski.
Japonia... Nie o tym marzyła, ale postawiła spróbować...
______________________________
Ciąg dalszy nastąpi :).
1 komentarze:
Jesteś naprawdę dobra w pisaniu. Z błędów to tylko nie było chyba jakiegoś przyimka, ale to szczegół. Informuj mnie proszę na www.siatkarskie-miniaturki.bloog.pl
Pozrdawiam
Vea
Prześlij komentarz